KUCYK W MAGNOLIACH

Korzystając z bardziej umiarkowanej od polskich upałów wiosny ganialiśmy z PogoPony w poszukiwaniu sakury, czyli kwitnących wiśni (tak, tak, sakura występuje także w Kopenhadze, ba, nawet festiwal sakury tu mają). Okazało się, że najpiękniejsze drzewa kwitną... na cmentarzu, na cmentarz zatem pogalopowaliśmy. Na miejscu okazało się, że wiśnie już przekwitły, za to pięknie prezentują się magnolie. Kucyk umościł się dumnie na mojej dłoni gotowy do zdjęcia i wtedy się zorientował, że przecież nie ma jeszcze grzywy. 

Ja wspominałam przed wyjściem, że nie mamy ze sobą pasujących kamieni i że będzie musiał poczekać na powrót do Polski, więc może lepiej, żeby został w domu. Ale oczywiście dużo dramatyczniej jest udać, że się nie słyszy, a potem wpaść w rozpacz już na miejscu. PogoPony zaczął zatem szlochać histerycznie, ale ponieważ nie przynosiło to oczekiwanego efektu wpędzenia mnie w poczucie winy dość szybko zmienił strategię: 

- Szybko, poszukaj mi jakiejś magnolii, najlepiej zerwij jakąś piękną z drzewa i zrobię sobie kapelusik!- wykrzyknął kucyk.

- Nie mam zamiaru nic zrywać, oszalałeś chyba!- rzekłam ze stoickim spokojem- Ale zobacz, tutaj jest taki kwiat, który sam spadł z drzewa, trochę obgryziony, ale nic lepszego nie znalazłam.

Kucyk spojrzał z lekkim niesmakiem na lekko sponiewierany kwiatek, potem westchnął ciężko i powiedział:

-Dawaj, podła istoto! Przynajmniej kolorem pasuje...echhhh.

Pstryk.