KUPMY ŁÓDKĘ

Tydzień temu wróciliśmy z PogoPony w Danii, do której kucyk mnie zaprosił z okazji moich urodzin. Był tam już wcześniej z jedną ze swoich właścicielek i zakochał się bez pamięci, szczególnie w zamku Rosenborg. Bardzo liczył na to, że zamieszkamy tam tym razem, więc był bardzo rozczarowany, kiedy okazało się, że jednak nie. PogoPony jakoś ten cios przeżył, głównie dzięki czekoladzie w plasterkach, którą kładzie się, tak jak wędlinę, na kanapki (Pony spożywał ją bez chleba, który uznał za zbyt tuczący). Spędziliśmy sporo czasu spacerując po Kopenhadze, siedząc w kafejkach i obserwując bardzo stylowych mieszkańców (to jedna z moich ulubionych form spędzania czasu w nowych miejscach). Udało nam się też wyrwać na kilka dni nad morze, do pięknego domu z kominkiem... i tam nastąpił przełom. W porcie kucyk zauważył łódź, która była na sprzedaż i chociaż udało mi się wybić mu z głowy zupełnie nierealny pomysł posiadania łodzi w Danii, temat ciągle powraca. Czasem jako wyrzut, że podcinam mu skrzydła i depczę jego marzenia, a czasem jako genialny pomysł zamieszkania na barce w Warszawie. Nauczyłam się nie dyskutować, bo to bez sensu, kucyk jest uparty jak osioł i jedyne co można zrobić to wziąć go na przeczekanie.

...w sumie to dość zaskakujące, żeby koń tak bardzo lubił wodę.