POGOPONY, JA I SŁAWA

Wiedzialam, że nie będzie łatwo i że trzeba będzie najpierw przygotować PogoPony na nadejście nowego. A o co chodzi? O książkę Modoterapia Antosi Sameckiej z Risk made in Warsaw, w której miałam przyjemność wystąpić.

Do tej pory podział ról w naszym związku był prosty: kucyk lansował się w social mediach i prasie, ja byłam stojącym w tle Gepetto, który czasem podstawiał ręce do zdjęć lub ewentualnie głowę, ale tylko po to, żeby o PogoPony mówić. Tym razem wielka czcionka krzyczała AGNIESZKA POGORZELSKA, a nie MATKA KONI. Postanowiłam przyjąć następującą strategię: potraktować go jak zazdrosne dziecko i udobruchać przewrażliwione ego zapewniając, że jest najważniejszy, najpiękniejszy i najlepiej się zna na modzie (oczywiście, że lepiej niż ja). Potem chciałam go zapewnić, że wszystko to zrobiłam dla niego, bo w książce jest też jego fota! Dopiero wtedy miałam mu ją pokazać.

Pech chciał, że kurier przyniósł książkę, kiedy byłam w sklepie i to kucyk odebrał przesyłkę. Kiedy wróciłam panowała cisza, zupełna cisza. Tylko rozerwany na strzępy karton sugerował, że właśnie przetoczyło się tu jakieś emocjonalne tornado.

-Kiedy zamierzałaś mi o tym powiedzieć?- zapytał Pony z wyrzutem.

-No właśnie dzisiaj, jak tylko przyjdzie książka- uznałam, że od razu trzeba przejść do planu B, czyli zwrócenia uwagi PogoPony na jego zdjęcie - Widziałeś, jakie masz piękne zdjęcie, chyba najładniejsze ze wszystkich!

-Ty mi tu nie próbuj mydlić oczu moim zdjęciem wielkości znaczka pocztowego! Przecież widzę, że to wszystko jest o tobie, a ja jestem tylko drobnym dodatkiem. Strasznie dużo lansu jak na kogoś, kto podobno nie lubi: sam tatuaż zajmuje dwie strony, do tego szafa (jakby było co pokazywać), notesy, tkaniny, zdjęcia, szkoda, że wnętrza lodówki nie pokazałaś! A do tego strasznie się mądrzysz, a na zdjęciu wyszłaś tak sobie. Mogłaś trochę wciągnąć brzuch, a w ogóle to powinnaś mieć twarz tak jakoś z półprofilu, bo masz strasznie długi nos... mogła ci ta Celestyna trochę skrócić w Photoshopie.

-Coś jeszcze?- zapytałam lekko podirytowana, ale ciągle ze świadomością, że Pony to wszystko plecie z zazdrości.

-Moje zdjęcie faktycznie ładnie wyszło, chociaż mogło być większe, no i wspomniałaś o mnie już we wstępie, dobre i to.

Zaiste, dobre i to. Już miałam skończyć naszą nie do końca sympatyczną rozmowę, kiedy Pony dorzucił:

-Nie wiedziałem, że ten łańcuszek z twoim imieniem jest tak ważny, bo to pamiątka po twoim tacie.