THE VENETIAN

Hotel The Venetian był na kucykowej liście MUST GO od kilku miesięcy. PogoPony podpatrzył jakieś zdjęcie na insta z lodem i stwierdził, że do jego kadru lód byłby idealny! Mnie przypadła misja znalezienia i kupienia odpowiedniego loda (w południe, w 40 stopniach), a potem sfotografowania kryształowego delikwenta na tle nieco disneyowskiej, amerykańskiej wersji Wenecji (swoją drogą jak bardzo zawiedzeni muszą się czuć ci Amerykanie, którzy pojadą potem do tej włoskiej, dużo bardziej nadgryzionej zębem czasu) Fota wyszła piękna, lód nie zdążył się całkowicie roztopić zalewając drogocenne kryształy, żyć nie umierać! Pomyśleliśmy, że wstąpimy sobie na chwilę do hotelu, a raczej centrum handlowego połączonego z kasynem...nie wiedzieliśmy, ze to tak potężny moloch z zaskakująco niską liczbą drzwi wyjściowych, prawdziwy labirynt, szczególnie dla tych z upośledzoną orientacją w terenie. Wydostaliśmy się dwie godziny później, sfrustrowani, ale nie spoceni (dzięki klimie) wprost na gorące pustynne powietrze Las Vegas.